Menu

Łażenia po dachach ciąg dalszy...

Poprzednia gra z serii, czyli Rogue, definitywnie zamknęła wątek rodziny Kenwayów, tym samym kończąc pewną epokę dla developerów z Ubi. Przyszło nowe - silnik, modele, animacje, także pomysł na grę i poprowadzenie scenariusza. Wraz z wielką odpowiedzialnością i pompą, przyszła oczywiście (jak to w Ubi) masa błędów i niedoróbek...

Niebieski - liberté

Bohaterem Unity jest Arno Dorian - pyskaty, bezczelny i zabójczo przystojny młodzieniaszek żyjący na garnuszku jednego z najbardziej wpływowych ludzi w Paryżu okresu Rewolucji (i jednocześnie Mistrza Templariuszy). Początkowo Arno to znakomite połączenie szarmanckiego Ezio z drugiej części i awanturniczego mordobijcy Edwarda z czwartej. Im dalej w las, tym bardziej zaczyna jednak przypominać oddanego "sprawie" służbistę na wzór Connora z ACIII, gadającego ciągle o odkupieniu i toczącym walkę bardziej z samym sobą niż z ogromną siłą która chce za wszelką cenę zawładnąć całym światem. Szkoda też, że cały ciężar historii spoczywa raczej na postaciach drugoplanowych, te bowiem nie dorównują poprzednikom takim jak Al Mualim, Borgia, czy Czarnobrody, zwłaszcza jeśli chodzi o ogólny zarys i charakter.

Postaci na drugim planie oczywiście nie brakuje. Z racji umiejscowienia gry w czasach Rewolucji jest ich wręcz cały Panteon - Napoleon, Robespierre, Ludwik XVI... Jest też jeden OGROMNY bohater, o którym po prostu trzeba wspomnieć. Paryż. Potężne miasto, tętniące rewolucyjnym życiem. Unity całkowicie zrezygnowało z pływania statkiem po wyspach na rzecz jednego molocha wypełnionego zerojedynkowymi statystami. I wygląda to przepięknie: w ciemnych zaułkach biją się zwolennicy przeciwnych frakcji, przed pałacem króla demonstrują setki rewolucjonistów, nad Sekwaną można spotkać malarzy uwieczniających na swoich płótnach malownicze krajobrazy... Modele budynków to temat na osobną powieść: wykonane zostały z pietyzmem, dbałością o najdrobniejsze detale. Katedra Notre Dame, Wersal, ale i pomniejsze budynki, małe sklepiki, apteki, dzielnica slumsów - wszystko to wygląda obłędnie. Seria Assassin's Creed nigdy zresztą nie żałowała funduszy na grafikę i zawsze starała się zadbać o porządny sznyt swoich modeli. Tutaj wraz z nowym silnikiem odpowiedzialnym między innymi za tłum ludzi na ulicach, po raz kolejny zaprezentowali solidny poziom swoich umiejętności.

Unity wrzuca nas w ten szalony i przepełniony niepewnością świat, oferując to co zwykle - czystą i nieskrępowaną wolność. Jest cała masa zadań pobocznych, które nie ograniczają się do "przynieś, podaj, pozamiataj" i tylko chciałoby się ciut wydłużyć czas trwania każdej z nich. Są fenomenalne zadania "z lupą", gdzie pomagamy detektywowi Vidocq w odnalezieniu sprawców poszczególnych morderstw, zbierając dowody i przesłuchując świadków. Każda z misji to istna piaskownica, zadanie można wykonać na masę różnych sposobów z użyciem zróżnicowanych narzędzi. Same misje fabularne, jeśli chodzi o zabójstwa wysokich rangą Templariuszy, przypominają bardziej nowego Hitmana: chowamy się wśród tłumu i szukamy dogodnej okazji na skrócenie życia przeciwnika. Dostępne są również poboczne mini-zadania, pozwalające sprytnie podejść naszego przyszłego denata.

Tutaj wraz z nowym silnikiem odpowiedzialnym między innymi za tłum ludzi na ulicach, po raz kolejny zaprezentowali solidny poziom swoich umiejętności.

Z gry wyrzucono ogrom zapychaczy, które już w Rogue były moim zdaniem niepotrzebne. Warcaby, bierki i tym podobne pierdoły wyleciały - na szczęście - z hukiem. Szantów dało się słuchać tylko w ACIV, tak samo żeglowanie w poprzedniej części już nie było takie przyjemne... W Unity chyba największą frajdę sprawiał mi spacer między budynkami Paryża. Nie "Szybka podróż" z punktu A do B (ale to też jest opcja) ani szaleńczy bieg po dachach tylko po to żeby zaliczyć misję. Wbrew pozorom to, jak chłopakom z Ubi udało się tchnąć życie w tę grę, zasługuje na największe uznanie.

Biały - égalité

Jakie nowości zatem wprowadzono? Jest drzewko umiejętności, które znacznie wpływa na urozmaicenie rozgrywki. Za punkty zdobywane w trybie Współpracy (o tym później) oraz w misjach fabularnych można kupić np. umiejętność podwójnego zabójstwa czy też przebrania się za dowolnego członka tłumu by zmylić ewentualny pościg. Za pieniądze, których w tej części wreszcie nagminnie brakuje, możemy kupić stroje wpływające na statystyki Arno, takie jak długość utrzymywania się Wzroku Orła, czy ilość posiadanej amunicji do pistoletu. Mała rzecz, a cieszy.

Sama walka przeszła niesamowity skok jakościowy względem poprzedniczek. Skończyło się durne pajacowanie przeciwników w oczekiwaniu na swoją kolej do wyrżnięcia. Teraz gdy atakuje 10 zakapiorów, to miej pewność że dostaniesz mocno w czapę. Strzelają celnie, bronią się nawzajem, rzucają bomby oślepiające i tylko wciąż boli ich głupia sztuczna inteligencja w sekwencjach skradanych. Został zabity kolega, z którym przed chwilą pełniłem wartę? A co tam, podejdę, popatrzę, rzucę coś w stylu "Mon dieu! Jean-Pierre kaput!" i wystawię swój głupi łeb Asasynowi do odcięcia. Durnych zachowań Ubi nie raczyło skasować i od zarania dziejów mamy przeciwników pchających się nam pod sztylet. Nihil novi. Na minus muszę też niestety zaliczyć lenistwo przeciwników. W takim Assassin's Creed II gdy podpadło się strażnikom, ci mogli nas gonić nawet po murach Koloseum. W Unity dach to lawa i wejdą za nami tylko na jakiś niski podest czy półkę...

W Unity chyba największą frajdę sprawiał mi spacer między budynkami Paryża.

Poziom trudności gry również zasługuje na rózgę. Wszystkie części nie były jakoś specjalnie trudne, ale niejednokrotnie wymagały troszkę więcej jeśli myślało się o wymaksowaniu wszystkiego na 100%. Tutaj Ubi poszło po najmniejszej linii oporu - ktoś niezaznajomiony z serią może się przyciąć może na jednej, dwóch misjach, bo reszta to w zasadzie tylko test na cierpliwość i umiejętność sprytnego korzystania z okazji. Fani serii zaraz po premierze gry narzekali też na schematyczność misji, ale z tym bym akurat polemizował. W aspekcie tworzenia zadań developerzy postarali się o ich odpowiednie zróżnicowanie względem chociażby takiego Rogue.

Czerwony - fraternité

Doszliśmy chyba do momentu, w którym zaczyna się prawdziwa karuzela śmiechu. Pomijam już wszystkie memy powstałe niedługo po wejściu gry na rynek - teraz produkcja jest odpowiednio połatana, spatchowana i wymuskana. Nie spotkałem się w trakcie gry z brakującymi oczodołami w modelach postaci, czy też "syndromem Płotki" z trzeciego Wiedźmina. Pomimo tak wielkiej architektury świata przedstawionego, bugów zauważyłem stosunkowo mało. Ale... Po wejściu w tryb online zaczyna się horror...

Od pierwszych zapowiedzi Unity stawiało na fraternité, czyli "braterstwo". Misje Współpracy miały być głęboko przemyślane, ciekawe, dynamiczne. Cóż, na pewno są ciekawe i dynamiczne, bo przemyślenia nasuwają się jednakowe - Ubi spier@#$ sprawę. Na rozpoczęcie misji można czekać 5 sekund, można też 15 minut (cały czas leci zegar, sprawdzone info), można się nie doczekać w ogóle... Raz zglitchowałem się tak ostro (screen powyżej), że musiałem poczekać aż mój współgracz sam dokończy dzieło albo po prostu kliknę "Abort" i do widzenia. Widziałem zamrożone w ruchu sylwetki innych graczy, słyszałem również w headsecie siarczyste, polskie przekleństwa na developerów za skopanie multi. Mało? To dołączę do tego zbugowane trofea, gdzie trzeba co jakiś czas pilnować żeby na dysk wgrała się kopia zapisu, inaczej o platynie nie ma mowy. Pomijam już fakt że jedną misję gra mi zaliczyła... zaraz po włączeniu się do niej. Tak, żadnego intro, nic, nie zobaczyłem nawet innych graczy kiedy gra oznajmiła że wszystko jest ok i mogę ruszać dalej...

Viva la France!

Pomimo błędów i niedoróbek, które jednak mimo wszystko przy tak ogromnym projekcie wręcz MUSZĄ wystąpić, Assassin's Creed Unity to bardzo dobra gra. Wciąż cierpi na głębokie upolitycznianie wszystkiego wokół, ciągle walczy z nierówną sztuczną inteligencją przeciwników i nadal nie może sobie poradzić z legendą drugiej części. Scenarzyści dwoją się i troją, historycy wyrywają sobie włosy z głowy żeby na każdym kroku opowiedzieć nam jakieś ciekawostki z malowniczych zakątków świata, a developerzy i graficy z bólem w oczach próbują to wszystko jakoś skleić w jedną spójną całość. I jest w tym jakaś taka dziwna zależność, że co druga część rodzi się w Ubi bardzo dobra albo wspaniała, pozostałe są co najwyżej dobre. Unity zdecydowanie należy do tych bardzo dobrych.

8/10 - Francja elegancja, choć do doskonałości jeszcze daleko