Menu

Poprawnie i z przytupem...

Wprawdzie wielkim fanem serii nigdy nie byłem (team Battlefield), to jednak trylogię Modern Warfare oraz starsze części Call of Duty wspominam bardzo dobrze i jestem w stanie wymienić po kilka misji z każdej gry, które szczególnie zapadły mi w pamięć. Wypuszczony niedawno w ramach abonamentu PS Plus World War II to zarówno porządny, rzemieślniczy produkt, jak i opakowanie starych, rachitycznych schematów w nowy, błyszczący papierek.

Prawie jak Rambo

Jak sama nazwa wskazuje, gra wrzuca nas w wir II Wojny Światowej. Głównym bohaterem jest starszy szeregowy Ronald "Red" Daniels, który wraz ze swoimi kompanami rozpoczyna wojenną podróż przez Europę od desantu na plaży w Normandii. Było? No pewnie, i to milion razy. I zrobione milion razy lepiej. W takim Medal of Honor 20 lat temu (!) na wyższych poziomach trudności trzeba było się nieźle napocić, żeby zdjąć wrogie KM-y - cel misji nie był wyrąbany na pół ekranu, a sam ostrzał budził o wiele większe przerażenie niż w recenzowanym CoD-zie. Tutaj jesteśmy za każdym razem prowadzeni za rączkę (to już od dawien dawna standard w serii), a sama misja stanowi bardziej coś w rodzaju kinowego samouczka niż pełnokrwistej batalii o życie nasze i naszych towarzyszy.

Bij Niemca po kasku

Co do mechaniki, to muszę pochwalić co najmniej dwie rzeczy: korzystanie z umiejętności naszych przyjaciół broni, oraz to że w końcu trzeba leczyć się apteczką. Wymusza to trochę na Graczu taktycznego podejścia do każdej misji i rozważnego szafowania amunicją. Ta co prawda jest do znalezienia na każdym kroku, aczkolwiek raz obudziłem się w środku bitwy tylko z jednym egzemplarzem jakiejś szwabskiej wunderpukawki. Szybko ukryłem się więc za winklem i przeczołgałem do porucznika Turnera, by jednym przyciskiem na padzie poprosić go o dostarczenie amunicji. Tak samo ma się sprawa z apteczkami, granatami, czy też z prośbą o oznaczenie wszystkich przeciwników w pobliżu (oczywiście przez określony czas). W ferworze walki jest to doskonałe rozwiązanie aby na chwilę odsapnąć, przeładować broń, sprawdzić stan amunicji/granatów, po czym ruszyć ponownie do boju. Bywa też tak, że medyk znajduje się na jednym końcu mapy, a porucznik na drugim - nie ma lekko, jeśli potrzebujemy uzupełnić wszystkie zapasy trzeba manewrować między świszczącymi w powietrzu kulami i próbować nie dać się zabić.

Ja uważam, że World War II jest grą przeciętną. Największą jej bolączką jest natomiast sztywne trzymanie się ram i zasad ustalonych przez poprzedników.

W ogóle umiejętność chowania się za osłonami pobłogosławi każdy, kto przygodę z grą rozpocznie na poziomie trudności Weteran (co też rekomenduję, bo gra summa summarum jest prosta). Nieumiejętne wyjście poza nią w wielu przypadkach kończy się kulką w głowie. Współpraca z naszymi towarzyszami, flankowanie przeciwników, granaty dymne i odłamkowe, oraz ataki pozycyjne to esencja World War II. W tej części również są momenty niesamowicie pompujące adrenalinę i to pomimo faktu, że Call of Duty: World War II to tak naprawdę kolejna standardowa gra FPP na szynach. Niektóre misje można co prawda przejść po cichu, ale skrypty są tak liczne że aż biją po oczach. Jestem w stanie zrozumieć nastawienie na jak najbardziej wartką akcję, ale i to potrafi się gdzieś tam zgubić podczas kolejnego przemierzania drogi z punktu A do punktu B likwidując po drodze bataliony Niemców.

Pełny magazynek?

Trzeba oddać twórcom, że naprawdę starali się urozmaicić rozgrywkę, chociażby poprzez włączenie do kampanii misji skradanych, jazdy czołgiem czy też pobocznych "heroicznych czynności". Jest to jednak za mało, by na dłużej przyciągnąć przed ekran Gracza nastawionego na single. Multiplayer natomiast to śmiech na sali i festiwal lagów, nie mówiąc już o prostym jak obsługa solniczki trybie "zombie", dodanym już chyba tylko na siłę. Ogromnego kopa w dupę powinien też dostać szpec od polskiego dubbingu. Więcej emocji mają aktorzy zatrudniani do Trudnych spraw. Sprawa audio to temat na osobną komedię - jedna kwestia wypowiadana przez tę samą postać potrafi mieć trzy różne poziomy głośności, od szeptu aż po ryk zdziczałego guźca.

Warstwa graficzna gry to z drugiej strony przykład na to jak powinny wyglądać współczesne FPS-y. Modele i tekstury zarówno otoczenia, jak i postaci oraz trzymanych broni zostały wykonane bardzo dobrze; mimika bohaterów zanimowana poprawnie; rozgrywka śmiga w wysokim klatkażu. Wszelkie wybuchy, wystrzały i ognie szalejące z miotaczy wyglądają znakomicie. Kolorystyka dobrana obłędnie - ziemista szarość miesza się z brudną zielenią i ciemną krwią poległych towarzyszy. W tym wypadku nie można się do niczego przyczepić. A w ruchu to wszystko wygląda jeszcze lepiej.

Brązowy medal honoru

W zasadzie ciężko jest jednoznacznie sklasyfikować i ocenić tę grę. Historycy złapią się za głowę. Miłośnicy strzelania odnajdą się jedynie na Weteranie, choć na niższych poziomach trudności też momentami może być ciężko. Ktoś niezaznajomiony z serią Call of Duty powinien zacząć mimo wszystko od innych części. Ja uważam, że World War II jest grą przeciętną. Największą jej bolączką jest natomiast sztywne trzymanie się ram i zasad ustalonych przez poprzedników. Każda seria powinna się rozwijać, proponować mnóstwo nowych mechanik i starać się przyciągać do siebie jak największą ilość zarówno nowych jak i starych Graczy. Sledgehammer miało trudne zadanie, to prawda, ale wywiązało się z niego tylko połowicznie.

5+/10 - przejść i zapomnieć